środa, 11 kwietnia 2012

Wiosenne metamorfozy


Czy i Was, drogie mamy, naszła ochota na słoneczne ożywienie? Bo oprócz tego, że jesteśmy mamami, żonami, partnerkami, pracownikami, córkami (wybierz wszystkie pasujące) to jesteśmy także, a może przede wszystkim kobietami.

Być kobietą, być kobietą… wcale nie jest proste. Wszelkie kobieco-modowe atrybuty są oczywiście osiągalne, ale nie zawsze wygodne. Weźmy pod uwagę choćby spacer z dzieckiem: jaki procent z nas założy piękne, eleganckie szpilki i dopasowany, dwuczęściowy kostium na wypad do parku? A jednak chciałoby się czegoś ładniejszego, bardziej gustownego, jakiejś zmiany, dzięki której poczujemy się trochę inne, świeże, zadbane i tym samym atrakcyjne.



Moja propozycja to trzy praktyczne kroki ku wiosennej metamorfozie:

1) Wybierz się do fryzjera. Zmień fryzurę lub nawet kolor włosów. To z pewnością sprawi, że poczujesz się odmieniona. Może zdecydujesz się na jakieś szalone, asymetryczne cięcie? Albo na kolor, który do tej pory uważałaś za bardzo odważny? 

2) Odwiedź kosmetyczkę. Po zimie skóra szczególnie potrzebuje Twojej troski. Poddaj się zabiegom oczyszczającym, nawilżającym i odżywiającym. Niech pierwsze promyki wiosennego słońca nie podrażnią Twojej skóry, a nadadzą jej piękny koloryt.

3) Wybierz się na zakupy. Kierunek: drogeria oraz Twój ulubiony butik bądź sklep sieciowy z ubraniami. Nawet jeśli każdego dnia stawiasz na wygodę i komfort, a Twoja garderoba codzienna ogranicza się do sprawdzonych modeli spodni, legginsów i tunik to może warto zakupić chociaż dodatki i kosmetyki, które nadadzą Ci kolorytu i uroku? Zastanów się nad nowym, wiosennym cieniem do powiek. Może warto zaopatrzyć się w nowe (wygodne), wiosenne buty, ciekawe apaszki i barwne kolczyki? Pamiętaj: moc sprawcza dodatków jest ważna dla Twojego samopoczucia.

Po wypełnieniu powyższego programu trzech kroków, poczujesz się z pewnością dużo lepiej i bardziej kobieco. Skąd wiem? Sprawdziłam sama! :)

Mama wraca do pracy i inne genialne hasła


Ostatnio zastanawiałam się, dlaczego tyle mówi się o polityce prorodzinnej, a tak niewiele robi się w naszym kraju, aby faktycznie Polki i Polacy chcieli się rozmnażać. Znajoma zza zachodniej granicy powiedziała mi kiedyś, że ona na pewno nie będzie miała dzieci, ponieważ Niemcy to kraj „nielubiący” tychże. Pytam się zatem, co i jak należy powiedzieć na temat regulacji chociażby samego prawa pracy w Polsce?

Ale nie o tym chciałam pisać i nie marudzenie ma być przedmiotem moich przemyśleń. Chodzi bardziej o retorykę i sposób przedstawiania rzeczywistości, którą kreują przodownicy życia społecznego, politycznego, a więc: media, politycy, korporacje czy też nawet różnorodne społeczności. 

Do pracy wracają zatem mamy, przy wsparciu psychicznym rodzin, dzieci i systemu. Wiele mówi się także o ich samopoczuciu, które nagle wznieść się powinno na wyżyny hedonizmu, bo przecież oto mama zaczyna być „aktywną” mamą. Cóż, wcześniej byłyśmy, drogie mamy, na… wakacjach. Nic nie robiłyśmy i tak naprawdę nasze mózgi potrzebują twórczego pobudzenia. Wszystko po to, abyśmy (nagle) stały się produktywnymi i wartościowymi członkami społeczności pracowniczej.



Wszystko super. Tylko gdzie zatem usprawnienia, które przydałyby się, aby odciążyć mamę pracującą choćby od części obowiązków, którymi borykała się „siedząc” w domu. Miejsca w żłobkach i przedszkolach, dojazdy do pracy, ulgi podatkowe- wszystko to (i wiele więcej) jest bolączką mam, które nagle przejmują ster nad życiem zawodowym i domowym jednocześnie.

A gdzie jest pan mężczyzna? Nikt go nie pyta, jak wygląda jego powrót do pracy. Owszem, mężczyzna najczęściej z niej zwyczajnie nie odszedł, nie ma przerwy w wykonywaniu jakże istotnych obowiązków, nie jest „obciążony” dzieckiem i zadaniami domowymi. Oczywiście, że nadużyciem jest to co piszę. Wierzę, że jest wielu mężczyzn, aktywnie uczestniczących w rodzicielstwie i obowiązkach z tym związanych. Jednak z punktu widzenia pracodawcy mężczyzna nie ma absolutnie żadnych „domowych” zobowiązań, a narodziny dziecka nie umniejszają jego wartości jako pracownika oraz nie upośledzają jego produktywności i zadaniowości. To kobieta staje się nagle „mniej dyspozycyjna”. 

Zatem mały apel do tych, którzy kształtują nasze opinie i postrzeganie świata. Zanim po raz kolejny przygotujecie chwytliwe hasło lub temat dyskusji w porannym programie zastanówcie się, czy znowu nie klasyfikujecie młodej mamy jako jedynej osoby odpowiedzialnej za swoje dziecko. Pomyślcie, czy po raz kolejny nie krzewicie przekonania wśród pracodawców, iż młoda mama to pracownik mniej wydajny i taki, do którego trzeba „dokładać”, gdyż pracuje na dwóch etatach. Ten „drugi etat” to jednak często współpraca obydwojga rodzicieli (przynajmniej tak być powinno)… 

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Joga po porodzie i ciąży


Droga mamo, taka jak ja: tj. kilka lub kilkanaście miesięcy po porodzie, z obolałymi plecami za sprawą szkraba, który staje się coraz cięższy i przytłoczona zapewne prozą życia, powtarzalnością codziennych czynności. Pragnę namówić Cię do tego, abyś ruszyła swoje (już nie tak jędrne jak wcześniej) pośladki i poszukała w swoim mieście zajęć jogi.


Wiem bardzo dokładnie co powiesz, bo bardzo długo mówiłam to samo. Pozwól więc, że odpowiem od razu na Twoje wątpliwości zanim jeszcze się pojawią:

1) Tak, znajdziesz czas. Poświęć na jogę zaledwie 1,5 godziny, dwa razy w tygodniu, a Twoje ciało i umysł odczują znaczącą ulgę.

2) To nic, że masz wielki i nieokiełznany temperament. Wierz mi, joga Cię nie znuży. Bo mimo, że z zewnątrz ćwiczenia wyglądają nieco „statycznie” to stanowią one ciężki i wymagający trening mięśni, równowagi, skupienia i oddechu.

3) To nic, że nie masz formy, szybko się męczysz, a Twoje mięśnie są spięte, a nie prawidłowo napięte. Zapisując się na zajęcia dla początkujących stopniowo będziesz rozwijać ich siłę i wytrzymałość. Na początku będziesz wykonywać proste „asany”, a sesje będą krótkie. Później tak się przyzwyczaisz, że długie i intensywne ćwiczenia będą poprawiały Ci humor każdego dnia.

4) Jeśli argumentem przeciwko jodze ma być zmęczenie Twoich pleców, barków i płytki oddech to tym bardziej będę namawiała Cie na te zajęcia. Przede wszystkim właśnie przy tego typu problemach joga jest idealnym lekarstwem.

5) Chciałabyś mieć także chwilę dla siebie? Posłuchać własnych myśli i skupić się tylko na sobie? Zajęcia jogi to znakomita okazja, na poświęcenie bardzo wartościowego czasu tylko i wyłącznie sobie i swojemu ciału. Z reguły zajęcia jogi kończą się kilku-/kilkunastominutową relaksacją bądź medytacją, która pozwoli Ci wyciszyć emocje i z porządną dawką energii i siły wrócić do swojego życia.

Jeśli tylko masz możliwość zatem uczestniczyć w zajęciach jogi, które prowadzą polecani i sprawdzeni nauczyciele to nie zwlekaj. Sprawdzaj opinie w Internecie, podpytaj koleżanki- może ktoś z Twojego otoczenia już był na takich zajęciach. 

Naprawdę warto zrobić coś dla siebie. Ja bardzo żałuję, że wróciłam do jogi dopiero teraz.