poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Idealna byznes-mama?

Ostatnio zastanawiam się nad jednym z najbardziej dotkliwych kłamstw wszechczasów. Chodzi mianowicie o ugruntowanie w świadomości społecznej przekonania, że pojawienie się na świecie dzieci nie zmienia relacji między życiem zawodowym i osobistym oraz nie determinuje charakteru jednego i drugiego.

Jestem właśnie po rozmowie z trzema koleżankami, które z zaparciem (i z wielkim zmęczeniem) łączą pracę zawodową (dla uściślenia: korporacyjną) z wychowaniem 1-2 dzieci. Odbywa się to kosztem ich snu i oczywiście czasu spędzanego z dzieckiem. I nie piszę tu tylko o nich, ale także ich mężach. Zarówno opisywane kobiety jak i mężczyźni wracają do domu codziennie około godziny 18.00 i ten czas (do wieczora) muszą podzielić na: organizowanie posiłków, czas spędzony z dzieckiem, ewentualne zakupy, sprzątanie itp.

I to nie rzadkość, a pewna wielkomiejska norma- co tu wiele ukrywać. Tym bardziej, że minęły czasy, że w rodzinie wystarczy jeden "żywiciel". Może i takie rodziny z jednym "żywicielem" się zdarzają, ale z pewnością nie jest to polska, tzw. statystyczna rzeczywistość.

Jeśli zatem ktoś mi powie, że doskonale można łączyć rolę rodzica i pracownika/ business(wo)mana to wybaczcie, ale nie zgodzę się. Owszem doskonale można wypełnić jedną z ról. Ale niestety zawsze będzie ona tą główną, a w konsekwencji zepchnie coś (kogoś) na plan drugi.


środa, 11 kwietnia 2012

Wiosenne metamorfozy


Czy i Was, drogie mamy, naszła ochota na słoneczne ożywienie? Bo oprócz tego, że jesteśmy mamami, żonami, partnerkami, pracownikami, córkami (wybierz wszystkie pasujące) to jesteśmy także, a może przede wszystkim kobietami.

Być kobietą, być kobietą… wcale nie jest proste. Wszelkie kobieco-modowe atrybuty są oczywiście osiągalne, ale nie zawsze wygodne. Weźmy pod uwagę choćby spacer z dzieckiem: jaki procent z nas założy piękne, eleganckie szpilki i dopasowany, dwuczęściowy kostium na wypad do parku? A jednak chciałoby się czegoś ładniejszego, bardziej gustownego, jakiejś zmiany, dzięki której poczujemy się trochę inne, świeże, zadbane i tym samym atrakcyjne.



Moja propozycja to trzy praktyczne kroki ku wiosennej metamorfozie:

1) Wybierz się do fryzjera. Zmień fryzurę lub nawet kolor włosów. To z pewnością sprawi, że poczujesz się odmieniona. Może zdecydujesz się na jakieś szalone, asymetryczne cięcie? Albo na kolor, który do tej pory uważałaś za bardzo odważny? 

2) Odwiedź kosmetyczkę. Po zimie skóra szczególnie potrzebuje Twojej troski. Poddaj się zabiegom oczyszczającym, nawilżającym i odżywiającym. Niech pierwsze promyki wiosennego słońca nie podrażnią Twojej skóry, a nadadzą jej piękny koloryt.

3) Wybierz się na zakupy. Kierunek: drogeria oraz Twój ulubiony butik bądź sklep sieciowy z ubraniami. Nawet jeśli każdego dnia stawiasz na wygodę i komfort, a Twoja garderoba codzienna ogranicza się do sprawdzonych modeli spodni, legginsów i tunik to może warto zakupić chociaż dodatki i kosmetyki, które nadadzą Ci kolorytu i uroku? Zastanów się nad nowym, wiosennym cieniem do powiek. Może warto zaopatrzyć się w nowe (wygodne), wiosenne buty, ciekawe apaszki i barwne kolczyki? Pamiętaj: moc sprawcza dodatków jest ważna dla Twojego samopoczucia.

Po wypełnieniu powyższego programu trzech kroków, poczujesz się z pewnością dużo lepiej i bardziej kobieco. Skąd wiem? Sprawdziłam sama! :)

Mama wraca do pracy i inne genialne hasła


Ostatnio zastanawiałam się, dlaczego tyle mówi się o polityce prorodzinnej, a tak niewiele robi się w naszym kraju, aby faktycznie Polki i Polacy chcieli się rozmnażać. Znajoma zza zachodniej granicy powiedziała mi kiedyś, że ona na pewno nie będzie miała dzieci, ponieważ Niemcy to kraj „nielubiący” tychże. Pytam się zatem, co i jak należy powiedzieć na temat regulacji chociażby samego prawa pracy w Polsce?

Ale nie o tym chciałam pisać i nie marudzenie ma być przedmiotem moich przemyśleń. Chodzi bardziej o retorykę i sposób przedstawiania rzeczywistości, którą kreują przodownicy życia społecznego, politycznego, a więc: media, politycy, korporacje czy też nawet różnorodne społeczności. 

Do pracy wracają zatem mamy, przy wsparciu psychicznym rodzin, dzieci i systemu. Wiele mówi się także o ich samopoczuciu, które nagle wznieść się powinno na wyżyny hedonizmu, bo przecież oto mama zaczyna być „aktywną” mamą. Cóż, wcześniej byłyśmy, drogie mamy, na… wakacjach. Nic nie robiłyśmy i tak naprawdę nasze mózgi potrzebują twórczego pobudzenia. Wszystko po to, abyśmy (nagle) stały się produktywnymi i wartościowymi członkami społeczności pracowniczej.



Wszystko super. Tylko gdzie zatem usprawnienia, które przydałyby się, aby odciążyć mamę pracującą choćby od części obowiązków, którymi borykała się „siedząc” w domu. Miejsca w żłobkach i przedszkolach, dojazdy do pracy, ulgi podatkowe- wszystko to (i wiele więcej) jest bolączką mam, które nagle przejmują ster nad życiem zawodowym i domowym jednocześnie.

A gdzie jest pan mężczyzna? Nikt go nie pyta, jak wygląda jego powrót do pracy. Owszem, mężczyzna najczęściej z niej zwyczajnie nie odszedł, nie ma przerwy w wykonywaniu jakże istotnych obowiązków, nie jest „obciążony” dzieckiem i zadaniami domowymi. Oczywiście, że nadużyciem jest to co piszę. Wierzę, że jest wielu mężczyzn, aktywnie uczestniczących w rodzicielstwie i obowiązkach z tym związanych. Jednak z punktu widzenia pracodawcy mężczyzna nie ma absolutnie żadnych „domowych” zobowiązań, a narodziny dziecka nie umniejszają jego wartości jako pracownika oraz nie upośledzają jego produktywności i zadaniowości. To kobieta staje się nagle „mniej dyspozycyjna”. 

Zatem mały apel do tych, którzy kształtują nasze opinie i postrzeganie świata. Zanim po raz kolejny przygotujecie chwytliwe hasło lub temat dyskusji w porannym programie zastanówcie się, czy znowu nie klasyfikujecie młodej mamy jako jedynej osoby odpowiedzialnej za swoje dziecko. Pomyślcie, czy po raz kolejny nie krzewicie przekonania wśród pracodawców, iż młoda mama to pracownik mniej wydajny i taki, do którego trzeba „dokładać”, gdyż pracuje na dwóch etatach. Ten „drugi etat” to jednak często współpraca obydwojga rodzicieli (przynajmniej tak być powinno)… 

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Joga po porodzie i ciąży


Droga mamo, taka jak ja: tj. kilka lub kilkanaście miesięcy po porodzie, z obolałymi plecami za sprawą szkraba, który staje się coraz cięższy i przytłoczona zapewne prozą życia, powtarzalnością codziennych czynności. Pragnę namówić Cię do tego, abyś ruszyła swoje (już nie tak jędrne jak wcześniej) pośladki i poszukała w swoim mieście zajęć jogi.


Wiem bardzo dokładnie co powiesz, bo bardzo długo mówiłam to samo. Pozwól więc, że odpowiem od razu na Twoje wątpliwości zanim jeszcze się pojawią:

1) Tak, znajdziesz czas. Poświęć na jogę zaledwie 1,5 godziny, dwa razy w tygodniu, a Twoje ciało i umysł odczują znaczącą ulgę.

2) To nic, że masz wielki i nieokiełznany temperament. Wierz mi, joga Cię nie znuży. Bo mimo, że z zewnątrz ćwiczenia wyglądają nieco „statycznie” to stanowią one ciężki i wymagający trening mięśni, równowagi, skupienia i oddechu.

3) To nic, że nie masz formy, szybko się męczysz, a Twoje mięśnie są spięte, a nie prawidłowo napięte. Zapisując się na zajęcia dla początkujących stopniowo będziesz rozwijać ich siłę i wytrzymałość. Na początku będziesz wykonywać proste „asany”, a sesje będą krótkie. Później tak się przyzwyczaisz, że długie i intensywne ćwiczenia będą poprawiały Ci humor każdego dnia.

4) Jeśli argumentem przeciwko jodze ma być zmęczenie Twoich pleców, barków i płytki oddech to tym bardziej będę namawiała Cie na te zajęcia. Przede wszystkim właśnie przy tego typu problemach joga jest idealnym lekarstwem.

5) Chciałabyś mieć także chwilę dla siebie? Posłuchać własnych myśli i skupić się tylko na sobie? Zajęcia jogi to znakomita okazja, na poświęcenie bardzo wartościowego czasu tylko i wyłącznie sobie i swojemu ciału. Z reguły zajęcia jogi kończą się kilku-/kilkunastominutową relaksacją bądź medytacją, która pozwoli Ci wyciszyć emocje i z porządną dawką energii i siły wrócić do swojego życia.

Jeśli tylko masz możliwość zatem uczestniczyć w zajęciach jogi, które prowadzą polecani i sprawdzeni nauczyciele to nie zwlekaj. Sprawdzaj opinie w Internecie, podpytaj koleżanki- może ktoś z Twojego otoczenia już był na takich zajęciach. 

Naprawdę warto zrobić coś dla siebie. Ja bardzo żałuję, że wróciłam do jogi dopiero teraz. 

sobota, 31 marca 2012

Tracy Hogg „Język niemowląt” i inne opowiadania


Cieszę się niezmiernie, że tego blogu nie zaczęłam pisać jako zupełnie młoda mama tj. po porodzie bądź jako mama niemowlaka. Z pewnością traktowałabym to miejsce jako autoterapię antydepresyjną bądź sposób na wyrzucenie z siebie bardzo złych emocji. Poprzez „bardzo złych” rozumiem: niepewność, strach, zdenerwowanie, niezadowolenie z siebie i rzeczywistości, złość, marazm i tym podobne…

Wiele takich przestraszonych i zezłoszczonych na siebie matek trafia w owym czasie na różne książki: psychologiczne poradniki oraz publikacje dot. pielęgnacji i żywienia noworodka. Ja akurat korzystałam głównie z zasobów internetowych, ale wiem (z opowieści koleżanek), że i niejedna książka na te tematy pozwoliła im skutecznie poradzić sobie z problemami macierzyństwa, z którymi na dzień dobry styka się każda mama.


Ale miałam pisać o Tracy Hogg. Kim jest owa pani? Według wielu: specjalistką od dzieci i ich wychowania od pierwszych dni życia. Trafiłam na jej książkę „Język niemowląt”, przez wiele osób chwaloną i polecaną. Po lekturze kilku pierwszych stron wiedziałam już, że i ja i moja córka jesteśmy beznadziejnymi przypadkami, które nadają się tylko do jakiejś kartoteki patologii macierzyńsko-niemowlęcej.

Otóż moje dziecko (aktualnie skończone 15 miesięcy) dopiero niedawno przestało pić w nocy mleko. Do dziś usypiamy naszą małą perłę na rękach, siedząc na fotelu. Do dziś nie mamy stałych pór posiłków. Więcej wymieniać nie będę, bo jeśli kiedyś Tracy trafi na mój wpis (pewnie za sprawą Google translatora;)) to dostanie zawału serca.

Opisywane przez nią zasady dot. stałych pór karmienia, samodzielnego usypiania i wielu innych kwestii dotyczą niemowląt dużo młodszych, a i tak średnio wypadamy w kontekście osiągnięć mam i dzieci, które wyedukowała Hogg. 

Tylko może ktoś mi wytłumaczy, jak namówić dziecko do stałych drzemek czy pór karmienia, jeśli zupełnie nie ma na nie ochoty? Jak spowodować, aby niemowlę karmione piersią, jadło co 3 godziny, skoro po dwóch jest już głodne? Co zrobić jeśli brzdąc płacze nieustannie samotnie zasypiając w pokoju, a my nie mamy serca pozostawiać go samemu sobie i stosować metod Tracy, które nie u wszystkich dzieci działają?


Krótko mówiąc, jej zasady nie są dla wszystkich. Mimo, iż sama autorka pisze tak, jak gdyby jej rady cechowała wielka, uniwersalna skuteczność. I to pozwala mi stwierdzić, że w niektórych kwestiach lepiej dopasować się do dziecka, zamiast dostosowywać dziecko do teorii kobiety, która jednak mojego dziecka nie zna ani za grosz.

Tym optymistycznym akcentem pozostaję radośnie w gronie matek wyrodnych, które nie potrafią (i nie chcą) wyćwiczyć swojego dziecka. Ktoś dołączy? ;)

Matka popisze sobie bloga, a co!


Pomyślałam sobie, że warto zacząć coś robić. Nie to, żebym nic nie robiła, bo przecież jako matka 15-miesięcznej kobietki mam bardzo dużo zadań. Jako kobieta pracująca, która tylko niektórych prac się boi, także próbuję realizować swój kilkuletni plan zawodowy. Niestety ja i mój plan zawodowy jesteśmy w mniejszości, bo większość czasu zajmuje mi jednak dbanie o doczesne kwestie czyt. zabawy z dziecięciem, gotowanie, ogarnianie organizacyjne czasoprzestrzeni funkcjonującej w naszym M-3.

Niemniej zaczynam pisać. Pisać o tym, o czym pomyślę, o czym przeczytam i co zaobserwuję. Jeśli komuś coś się tu nie spodoba to nic nie poradzę. Zawsze możesz potraktować tego bloga jako moją drogę do utrwalenia i ćwiczenia języka kiedyś tam zasłyszanego, który jednak przez kilka godzin dziennie ogranicza się do „mama”, „tata”, „baba”, „gdzie”, „kikam” itd. Oczywiście nie to, że nie mam kontaktu z ludźmi z grupy wiekowej 20+. Miewam, jak najbardziej. Jednak nie w natężeniu, do którego byłam przyzwyczajona. ;) 


O czym będę tu pisać? O realiach. Wielce społecznych i drobiazgowo koniecznych. Zatem wybacz jeśli pojawi się tu wniosek dot. reformy rent i emerytur w sąsiedztwie szybkiego przepisu na zupkę dziecięcą. 

Ale jeśli jeszcze mnie czytasz to znaczy, że wielowątkowość Cię nie przeraża…? Cieszę się i zapraszam. ;)