Cieszę się niezmiernie, że tego blogu nie zaczęłam pisać jako zupełnie młoda mama tj. po porodzie bądź jako mama niemowlaka. Z pewnością traktowałabym to miejsce jako autoterapię antydepresyjną bądź sposób na wyrzucenie z siebie bardzo złych emocji. Poprzez „bardzo złych” rozumiem: niepewność, strach, zdenerwowanie, niezadowolenie z siebie i rzeczywistości, złość, marazm i tym podobne…
Wiele takich przestraszonych i zezłoszczonych na siebie matek trafia w owym czasie na różne książki: psychologiczne poradniki oraz publikacje dot. pielęgnacji i żywienia noworodka. Ja akurat korzystałam głównie z zasobów internetowych, ale wiem (z opowieści koleżanek), że i niejedna książka na te tematy pozwoliła im skutecznie poradzić sobie z problemami macierzyństwa, z którymi na dzień dobry styka się każda mama.
Ale miałam pisać o Tracy Hogg. Kim jest owa pani? Według wielu: specjalistką od dzieci i ich wychowania od pierwszych dni życia. Trafiłam na jej książkę „Język niemowląt”, przez wiele osób chwaloną i polecaną. Po lekturze kilku pierwszych stron wiedziałam już, że i ja i moja córka jesteśmy beznadziejnymi przypadkami, które nadają się tylko do jakiejś kartoteki patologii macierzyńsko-niemowlęcej.
Otóż moje dziecko (aktualnie skończone 15 miesięcy) dopiero niedawno przestało pić w nocy mleko. Do dziś usypiamy naszą małą perłę na rękach, siedząc na fotelu. Do dziś nie mamy stałych pór posiłków. Więcej wymieniać nie będę, bo jeśli kiedyś Tracy trafi na mój wpis (pewnie za sprawą Google translatora;)) to dostanie zawału serca.
Opisywane przez nią zasady dot. stałych pór karmienia, samodzielnego usypiania i wielu innych kwestii dotyczą niemowląt dużo młodszych, a i tak średnio wypadamy w kontekście osiągnięć mam i dzieci, które wyedukowała Hogg.
Tylko może ktoś mi wytłumaczy, jak namówić dziecko do stałych drzemek czy pór karmienia, jeśli zupełnie nie ma na nie ochoty? Jak spowodować, aby niemowlę karmione piersią, jadło co 3 godziny, skoro po dwóch jest już głodne? Co zrobić jeśli brzdąc płacze nieustannie samotnie zasypiając w pokoju, a my nie mamy serca pozostawiać go samemu sobie i stosować metod Tracy, które nie u wszystkich dzieci działają?
Krótko mówiąc, jej zasady nie są dla wszystkich. Mimo, iż sama autorka pisze tak, jak gdyby jej rady cechowała wielka, uniwersalna skuteczność. I to pozwala mi stwierdzić, że w niektórych kwestiach lepiej dopasować się do dziecka, zamiast dostosowywać dziecko do teorii kobiety, która jednak mojego dziecka nie zna ani za grosz.
Tym optymistycznym akcentem pozostaję radośnie w gronie matek wyrodnych, które nie potrafią (i nie chcą) wyćwiczyć swojego dziecka. Ktoś dołączy? ;)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz